A w głowie Paryż – bardziej niż kiedykolwiek…

„A w głowie Paryż bardziej niż kiedykolwiek” – takie wiadomości dostawałam w zeszłym tygodniu od przyjaciół, znajomych czy ludzi, którzy zaglądają czasem do mnie na bloga. To wiele dla mnie znaczy, bo to MOJE miasto… Dziękuję.

14 listopada, od rana dzwoniłam i pisałam  do paryskich przyjaciół, którzy jak na złość, mieszkają właśnie kilka kroków od dobrze mi znanej sali koncertowej Bataclan czy restauracyjek w X dzielnicy, gdzie pomieszkiwałam u moich słowackich przyjaciół przy rue de Charonne. Wszystko u nich dobrze, ale wiadomości w stylu „dziś w nocy w naszej dzielnicy była wojna (…), albo „pamiętasz taras, gdzie ostatnio jedliśmy razem kolację? – już go nie ma…” doprowadziły mnie do totalnej rozpaczy i strachu, jakiego dotąd nie znalazłam.

W ostatni piątek, znajomy zapytał mnie dlaczego jeszcze o tym nie napisałam? Dlaczego nie zareagowałam od razu? Myślę, że czasem chyba lepiej poczekać, wyciszyć się i przemilczeć, aby nie dać się ponieść pierwszym emocjom… – czyli bezsilności, która prowadzi wprost do złości i nienawiści. I to milczenie było chyba najmądrzejszą decyzją, najlepszym wyrazem szacunku dla moich francuskich przyjaciół i dla wszystkich tych ludzi, których to dotknęło, niezależnie od ich koloru skóry, pochodzenia i wiary. Uznałam, że tylko oni mają prawo reagować, płakać, krzyczeć, przeklinać… Ja, mogę tylko myśleć o nich najcieplej, najpiękniej i błagać w duchu, by już nic takiego się nie powtórzyło ani tam, ani nigdzie indziej… Bo jak wielu z nich jestem tylko zwykłym kimś, kto po prostu chce spokojnie i bezpiecznie przeżyć swoje życie.

Tak więc, przez ostatni tydzień w ciszy i skupieniu obserwowałam moich francuskich kolegów z pracy i czytałam reakcje Paryżan na portalach społecznościach. Przyznam, że byłam poruszona. Uderzyła mnie ich pokora, ale również ich duma, w której nie było jednak ani odrobiny agresji czy nienawiści – „il faut resister, il ne faut pas montrer qu’on a peur, il faut pas se laisser faire par la haine”. (Trzeba się trzymać, nie możemy pokazać strachu, nie możemy poddać się nienawiści).

Zrobiło to na mnie tym większe wrażenie, że niestety wielu z moich polskich znajomych, ludzi wykształconych i jak mi się dotąd wydawało otwartych, ale którzy „do czynienia z Arabem”, w życiu nie mieli, że tak się brzydko, ale wprost wyrażę, zabrało jednak głos w sprawie. I to jak zabrało?! W jednym zdaniu, żeby nie wchodzić w szczegóły podsumuję to tak – patriotyzm pojęty bardzo po swojemu, ocierający się o nacjonalizm w najgorszym wydaniu. Aż mnie zmroziło, bo coś mi to bardzo przypomina… Do czego zmierzam? Do tego, że wariaci i źli ludzie są wszędzie i nie ważne w co wierzą albo nie wierzą, obawiam się, że są nawet bliżej niż nam się wydaje. A teksty w stylu – „nie sprawdziło się multi-kulti”, „Paryż wyrzekł się Boga – to teraz ma”, czy też „nie trzeba było iść na satanistyczny koncert” świadczą o braku jakiejkolwiek wiedzy o tym mieście, o jego kulturze, czy o ludziach tam mieszkających. Tym wszystkim mówię w twarz – NIE MACIE RACJI !

To moje stare i odrobinę już wyblakłe zdjęcie z Paryża sprzed 12 laty.

12124251_1209660982393622_2071669294_o

Jest ciepły piątkowy wieczór, a ja żegnam się z moim miastem po prawie 5 latach mieszkania w jego dzielnicach. Dlaczego akurat to zdjęcie? Ponieważ gdy je ostatnio znalazłam, wróciły cudowne wspomnienia. Bo tego wieczoru, na tym zdjęciu jestem z moimi przyjaciółmi, jesteśmy wszyscy młodzi, jesteśmy wszyscy bardzo rożni, ale jesteśmy pełni wiary w naszą przyszłość.

Są tam m.in. (w głębi po prawej) katolik Libańczyk, (po lewej tuż za mną) ewangeliczka ze Słowacji, pozostali to Francuzi - muzułmanie, katolicy, a nawet żydzi. Lubiliśmy się i lubimy nadal. Znaliśmy się i jedyne czego pragnęliśmy i pragniemy nadal, to pozostać w kontakcie i żyć szczęśliwie razem, osobno lub po prostu  obok siebie. Połączyło nas to właśnie wielokulturowe, czasem trudne, ale cudowne miejsce w środku Europy, a nasza wiara nie miała żadnego znaczenia.

Znam to miasto, doświadczyłam go pod każdym względem, kocham je i będę tam wracać mimo i wbrew wszystkiemu, bo jak powiedział Hemingway – Paris sera toujours une fête! – Amen.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Paris je t'aime i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „A w głowie Paryż – bardziej niż kiedykolwiek…

  1. Oby już nie było takich przykrych zdarzeń.
    Dodałam Pani bloga do polecanych, zapraszam do mnie :)

  2. Fajnie jest przeczytać taki tekst z perspektywy kogoś kto nadal mieszka i żyje w Paryżu. Jako przewodnik często spotykam się z tęsknotą do tego miasta którą da się wyczuć u moich gości. Niezależnie czy byli raz, czy dwadzieścia razy :) i nie mają oni żadnego problemu z różnorodnością Paryża. Wszystko zależy od podejścia. Paryż potrafi na stałe zakorzenić się w sercu, ale wiadomo – nie każdemu od razu.
    Zapraszam do Paryża wszystkich nieprzekonanych!
    Można się skontaktować ze mną poprzez bloga: http://przewodnikparyz.blogspot.com

    A na Twojego bloga będę chętnie zaglądał :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>