Mały Książę

Lubicie patrzyć w niebo nocą? Ja lubię, zwłaszcza w górach, tych moich rodzinnych, bo noce są tu wyjątkowe. Z jednej strony tak niesamowicie ciemne ze względu na otaczające góry, a z drugiej strony tak cudnie rozgwieżdżone. Pamiętam widok takiego właśnie nieba pełnego gwiazd jeszcze z dzieciństwa, pamiętam jak poruszał moją wyobraźnią. Lata minęły, a emocje wciąż te same… W zeszłym tygodniu nie dość, że pogoda była absolutnie cudna to jeszcze w radio od rana zapowiadano noc spadających gwiazd. Nie mogliśmy tego przegapić, razem z moim synem czekaliśmy więc (mniej lub bardziej cierpliwie) na to wydarzenie. Wreszcie zapadła noc, usadowiliśmy się na ganku i patrzyliśmy, patrzyliśmy, odgadywaliśmy gwiazdozbiory… Niestety nie udało nam się zauważyć ani jednej spadającej gwiazdy. Nieco rozczarowana, chyba nawet bardziej niż mój synek, uznałam, że czas kłaść się spać. Piotruś chyba widząc moją zawiedzioną minę, pewnie żeby trochę mnie pocieszyć rzucił nagle – Mamo patrz! Zaintrygowana spytałam od razu – Spadająca gwiazda?Nie, ale chyba widzę planetę B-612? Jak to czasem dzieci potrafią rozczulić rodziców, co? Widzisz planetę Małego Księcia? – zapytałam. Patrząc mi prosto w oczy, tak jak to robią czasem dorośli oszukując dzieci, by te uwierzyły, że to co na łyżeczce, to nie lekarstwo tylko słodkości, bez drżenia powiek przytaknął. Zapadła cisza.. Jedna z tych, w których ten co oszukuje dobrze wie, że ten którego oszukał się zorientował, ale żaden nie daje po sobie poznać… Po chwili spytał wreszcie – Mamo, a czy ty piszesz czasem na blogu o mnie?Czasami, ale nigdy bezpośrednio, a co? – To teraz możesz napisać, że widziałem Małego Księcia i że się wzruszyłem. I poszedł. Chciałam go jeszcze zapytać, co go tak naprawdę wzruszyło, ale jak na prawdziwego twardziela przystało, w żadne szczegóły nie miał zamiaru wchodzić. No wzruszył się i już, przecież też widziałam film, to wiem o co chodzi…

No widziałam, widziałam… W dniu 5 sierpnia br. miałam okazję zabrać go na premierę disnejowskiej bajki, której źródłem inspiracji była książka Antoine’a Saint-Exupéry – Mały Książę. Celowo nie piszę adaptacja filmowa, bo historia nie dotyczyła tylko i wyłącznie Małego Księcia. Powiem szczerze, że obawiałam się tego filmu, bałam się, że okroją, przerobią i cała wartość i przekaz tej niesamowitej książki zostaną mówiąc wprost spłycone… Zostałam jednak miło zaskoczona. Bajka podobnie jak książka jest historią zmuszającą do zastanowienia się, jest spokojna, jest nastrojowa i dokładnie tak jak oryginalna historia, dość trudna do przyswojenia i zrozumienia.

Nie uwierzę nikomu, kto przeczytał Małego Księcia jako dziecko, kiedy była to jeszcze (nie wiem czy jest nadal) lektura obowiązkowa, że tak od razu pojął o co chodzi i że się nią zachwycił. Uwierzę za to, że był zaskoczony, nieco zdziwiony, że nie była to prosta historyjka o małym chłopcu, czego się pewnie spodziewał.

Dlatego też nie dziwiły mnie ryki i dosłowne wycie malutkich 2 czy 3 letnich dzieci warszawskich celebrytów (pamiętajcie, że to była premiera  - swoją drogą event i zachowanie niektórych rodziców zasługują na osobny komentarz, ale szkoda mi słów…) podczas seansu, a potem opuszczanie sali kinowej… Jestem pewna, że oni nie przeczytali nigdy Małego Księcia, a powinni to zrobić właśnie teraz, kiedy są już dorośli.

Osobiście przeczytałam tę książkę 3 razy. Kiedyś w szkole, potem w Paryżu po francusku i ostatni raz kilka miesięcy temu. Dziś, mogę przyznać bez żadnego wstydu, że dopiero za trzecim razem historia wydała mi się naprawdę niesamowita, tak przejmująco ludzka i mądra. Nie wiem czy to doświadczenie, czy moje nastawienie się zmieniło?  A może trzeba po prostu być dorosłym by ją zrozumieć, w końcu St. Exupéry jak sam napisał, poświęcił ją właśnie dorosłym, którzy kiedyś byli dziećmi.

Z bajką/filmem jest podobnie, myślę, że jest zbyt ambitna czy poważna dla malutkich dzieci. Nie ma tam szalonej wesołej muzyki, głupiutkich i prostych tekstów, są za to emocje i słowa, które wiele znaczą. Jest tam dziecko wychowywane nie po to, by było szczęśliwe tu i teraz, lecz by stało się wspaniałym dorosłym… Jest tam wiele o samotności i o zagubieniu dorosłych. Wszystko zaczyna się zmieniać dzięki sprawnie wplecionym fragmentom historii Małego Księcia. Wspaniałe jest to, że te zapożyczone fragmenty książki nie są przeinaczane. To zawsze właściwe słowa, to zawsze te przepiękne oryginalne ilustracje autora. Naprawdę bardzo dobrze zrobiona animacja, a muzyka dopełnia doskonale całości.

Ps. Jeśli macie chwilę czasu przeczytajcie Małego Księcia jeszcze raz, tak od nowa. Opowiedzcie jego historię swoim dzieciom, a dopiero potem zabierzcie je do kina, a na pewno będą wzruszone bo zrozumieją, tak jak mój ośmioletni synek pokazujący mi planetę Małego Księcia, że sekret jest prosty : „dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest dla oczu niewidoczne.”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Paryż na ekranie i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Mały Książę

  1. ~martha pisze:

    Jestem pewna, że Twój synek podbije serca wszystkich Twoich czytelników. Jedno już zdobył! Sama jeszcze nie byłam w kinie na ,,Małym księciu”, ale mam ogromną nadzieję, że uda mi się to jeszcze nadrobić. Osobiście uważam, że do lektury tej historii należy podejść z sercem, inaczej nic z tego nie będzie. Dlatego też dzieciaki przerabiające ją na lekcjach rzadko kiedy coś z niej wynoszą. Bo to lektura, trzeba przeczytać, żeby nauczyciel się odczepił i jak najszybciej mógł przejść do następnej. Tymczasem ,,Małego księcia” nie można przyswoić w biegu. Trzeba spokojnie usiąść i wgłębić się w treść. Plus jest taki, że naprawdę wiele osób do niej wraca po latach, a wtedy wszystko wydaje się zupełnie inne :) Podejrzewam też, że powstanie tego filmu przyczyni się do zwiększenia liczby tych osób :)
    Pozdrawiam serdecznie i przesyłam moc uścisków dla synka! Serce rośnie na samą myśl o tym, jak mądry i wrażliwy człowiek dorasta na Twoich oczach! :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>