Blogowa mapa Francji

Jedną z cudownych rzeczy, z których nie zdawałam sobie sprawy zakładając bloga jest to, że pisanie bloga pozwala na poznawanie wielu ciekawych ludzi. Ludzi pozytywnych i pełnych energii, a najlepsze jest to, że to często ludzie dzielący podobne zainteresowania. Jak się okazuje osób takich jak ja, czyli z Paryżem w głowie jest całe mnóstwo i potwierdza się wielokrotnie powtarzana przez mnie teza, że Paryż to nie tylko miasto. To emocje, to pewna postawa, to po prostu coś więcej… Najlepszym tego przykładem jest świetna, nowa inicjatywa, w której mój blog również ma zaszczyt brać udział tzn. Blogowa mapa Francji tworzona na bieżąco na blogu www.francuskiwsieci.blogspot.com. Dzięki mapie znajdziecie ludzi rozsianych po świecie (nie tylko we Francji), którzy zasmakowali w kulturze francuskiej i chętnie dzielą się swoimi wrażeniami. Oprócz mapy, blog oferuje również wiele innych interesujących i przydatnych zakładek tematycznych, które chętnie sama odwiedzam i szczerze polecam.

Udział w blogowej mapie wymaga odpowiedzenia na kilka osobistych pytań oraz zdjęcia autora – „bo blog musi mieć ludzką twarz”. Tak więc, tym razem będzie osobiście, będzie też specjalnie na tą okazję zrobione prawdziwe zdjęcie ciszabo, która zazwyczaj lubi przedstawiać siebie raczej poprzez zapożyczone z www.doitinparis.com  podobne do niej kreskowe postacie. Tak przy okazji powiem tylko, że owo zdjęcie zrobiła mi świetnie zapowiadająca się młoda fotografka Bożena Pazgan. Sesja zorganizowana była w piętnaście minut w tzw. złotej godzinie, a trwała minut dwadzieścia. Oto jej wynik -

IMG_5774

Jeśli tylko macie ochotę dowiedzieć się o mnie czegoś więcej – pięknie zapraszam.

 JESTEM? Bożena, to stare słowiańskie imię, które zawsze budzi zainteresowanie wśród Francuzów, co przyznam sprawia mi nieskrywaną przyjemność. Przyznam też, że uwielbiam  ich pełne rozanielenia miny, kiedy na pytanie –  Co ono oznacza? – rzucam niby nieśmiało – don de dieu czyli dar od Boga. A part cela, jak już wiecie jestem po prostu kobietą z Paryżem w głowie, kobietą szczęśliwą, ale która wciąż chce od życia więcej. Od dwóch lat piszę bloga, który jest dla mnie en général odskocznią od codzienności, parfois wspomnieniem, souvent zabawą, ale przede wszystkim i toujours wielką przyjemnością! Staram się dzielić spostrzeżeniami, pomysłami, wrażeniami i mam nadzieję dobrą energią.

ZAWÓD. Jestem tłumaczem przysięgłym języka francuskiego, jednak moje życie zawodowe nie zawsze było związane bezpośrednio z francuskim. Tak naprawdę, wszystko zawirowało po mojej (magicznej) 40 i dokładnie dziś mijają już dwa miesiące, od kiedy je fais partie de la maison i pracuję, że tak górnolotnie powiem – dla Francji, ale w Warszawie, gdzie mieszkam, gdzie założyłam rodzinę i którą już chyba ostatecznie pokochałam.

DLACZEGO FRANCJA? Nie wiem do końca, dlaczego? Jednakże, zawsze kiedy ktoś zadaje mi to pytanie przypomina mi się pewna scenka, która z dzisiejszej perspektywy ma pewien symboliczny wymiar i może być odpowiedzią na to pytanie. Dawno temu, kiedy byliśmy z bratem małymi dziećmi zbieraliśmy wszelkiego rodzaju pocztówki, takie z kwiatami, z misiem uszatkiem, z aktorami no i takie zagraniczne. Dokładnie pamiętam dzień i dumną minę mojego starszego brata jak się mu trafiła ta z la Tour Eiffel. Była jak relikwia, była na gładkim i błyszczącym papierze. Okazało się, że  dostał ją od chłopca z drugiego bloku za cztery opakowania po niemieckiej czekoladzie i pięć komiksów z gumy Donald, które też zbieraliśmy. No, ale kto wtedy tego nie zbierał? Trochę dużo nas kosztowała… Wszyscy, którzy pamiętają tamte czasy, rozumieją o co chodzi… W związku z tym, że od razu miała status cennej, ja mogłam ją co prawda chwilkę czasami potrzymać i popatrzeć, ale kartka pod żadnym pozorem nie mogła pokoju brata i kolekcji opuszczać … Tak więc od czasu do czasu przychodziłam sobie na nią popatrzeć.  Nie wiem o czym dokładnie myślałam trzymając ją w małych rączkach pięcioletniej dziewczynki, ale może to właśnie dlatego Francja?

POMYSŁ NA PROWADZENIE BLOGA. Odpowiem tak, jak zrobiłam to już kiedyś przy innej okazji. Zawsze lubiłam i miałam ciągoty do pisania. Ponoć mam lekkie pióro… Kiedy byłam młodą dziewczyną pisałam pamiętnik. Znalazłam go ostatnio, przeczytałam i z uśmiechem stwierdziłam, że była ze mnie śmieszna niunia -  wrażliwa, ale bardzo ciekawa świata i ludzi. Miałam też dość radykalne poglądy. Wszystko było białe, albo czarne, nic pomiędzy…. Młodzi ludzie często tak mają. Wynika to chyba z braku doświadczenia życiowego, bo dzisiaj widzę już wszystkie odcienie szarości. Generalnie marzę o napisaniu książki. Nie wiem dokładnie co to ma być, niemniej piszę, bazgrzę, skrobię itd… Raz dość systematycznie, raz sporadycznie. Jeśli chodzi o blog, pomysł w głowie pulsował od dawna, kusił, ale najzwyczajniej w świecie nie miałam odwagi. Aż kiedyś szukając czegoś o Paryżu wpadłam na blog – Mama w Paryżu. Spodobała mi się ta dziewczyna i jej opowiadania, podejście do życia i pogląd na świat. To był bodziec. Tego samego dnia wieczorem założyłam bloga i opublikowałam mój pierwszy króciutki wpis…

NAJPRZYJEMNIEJSZA PRACA ZWIĄZANA Z BLOGOWANIEM. Uwielbiam ten moment, kiedy nagle przychodzi myśl czy pomysł na wpis. Uwielbiam ten dreszczyk emocji kiedy boję się, że go zapomnę, kiedy nagle zdania tworzą się w głowie. Czasem muszę zrobić notatki, albo tyko zapisać słowa klucze. Najprzyjemniejszą pracą jest chyba jednak samo pisanie.

JESTEM SKOWRONKIEM VS SOWĄ. Chyba sową, przynajmniej jeśli chodzi o bloga. Piszę i pracuję późnym wieczorem i zazwyczaj moje wpisy publikowane są około 23.00. Noc gwarantuje też pewne poczucie intymności i spokoju. Domownicy już śpią, telefon nie dzwoni, nic mnie nie rozprasza..

BUDZIK NASTAWIONY MAM NA 7.15. Właściwie to nie budzik, tylko Monsieur Louis Amstrong delikatnie budzi mnie ze snu piosenką What a wonderful word. Jak widzicie, od samego rana jestem pozytywnie nastawiona…

DZIEŃ ZACZYNAM OD uśmiechu. Poważnie. Wstaję rano w lepszej lub gorszej formie i śmigam do łazienki by spojrzeć w lustro. Strzelam sobie samej uśmiech, a potem w zależności od tego, kogo tam zobaczę rzucam – Bonjour ma Belle (Dzień dobry Piękna), albo – Aller, du courage! (Odwagi, będzie dobrze). I jedno i drugie pomaga.  Przetestujcie.

3 RZECZY, BEZ KTÓRYCH NIE WYCHODZĘ Z DOMU to telefon, trousse de maquillage (nigdy nie wiadomo kiedy się przyda) i notesik na notatki – obowiązkowo. Wszystko znajduje się oczywiście w dość dużej torebce, w której jest jeszcze milion innych rzeczy jak np. malutki śrubokręt z serii 5 w jednym, witaminy czy cukierki lub lizaki, które mają uratować mi życie, gdyby nagle zrobiło mi się słabo – to takie przyjemne autorskie placebo.

AUTO VS ROWER – oj i tu mam zagwozdkę. Wiecie już, że kocham rower, zwłaszcza taki miejski o czym pisałam tu. Wiecie też jednak, że w tym roku ostro ruszyłam do przodu moją białą strzałą, także powiem – les deux – w zależności od okoliczności.

BAGIETKA VS CROISSANT, a to akurat zależy od pory dnia.  Kocham croissants z rana – takie zwykłe au beurre, a do tego café au lait i obok na talerzyku malinowe konfitury. Nigdy jednak nie odmówię po południu lub wieczorem bagietce z francuskim serem, najepiej kozim z odrobinką konfitury z fig… (Moje kupki smakowe zostały w tym momecie rozdrażnione do granic wyobraźni).

W DRODZE DO PRACY NAJCZĘŚCIEJ – jeśli to ja prowadzę jestem uważna, jeśli nie ja – to czytam lub rozmyślam – uwielbiam to. To takie jakby wykradzione codzienności krótkie chwile tylko pour moi.

W MOJEJ PRACY NAJBARDZIEJ LUBIĘ to, że realizuję siebie.

WEEKENDY SPĘDZAM w gronie rodzinnym. Przyznam, że ciężko mnie wyciągnąć na imprezę, chociaż naprawdę  je lubię. W sobotę rano lubię skoczyć na basen, a potem pobawić się w perfekcyjną panią domu (nuda co?), ale ja naprawdę lubię sprzątać… No… Reszta czasu należy już tylko do mojego synka i wiecznie zapracowanego męża.

W DESZCZOWĄ POGODĘ NAJCZĘŚCIEJ czytam i słucham muzyki. Czasem lubię deszcz i czekam, aż spadnie żeby wszystko było świeże i pachnące…

SKLEPY, DO KTÓRYCH ZAGLĄDAM NAJCZĘŚCIEJ to chyba jednak spożywcze, potem może księgarnie, a dopiero na końcu takie z babskimi fatałaszkami…

ULUBIONE MIEJSCA W Warszawie to moja dzielnica, a w szczególności Park Moczydło, o którym  również już pisałam i który przypomina mi paryski Parc Montsouris.

POKUSA, KTÓREJ ZAWSZE ULEGAM, to książki o Paryżu. Mam ich kilogramy i ciągle gdzieś znajduję nowe. Działają jak magnes i nie mogę sobie ich odmówić. Kiedyś napiszę swoją własną – promis, juré, craché jak to mówią francuskie dzieci.

GDYBYM MIAŁA OPISAĆ SWÓJ CHARAKTER JEDNYM Z ŻYWIOŁÓW, WYBRAŁABYM – pierwsza myśl – ZIEMIA.

W LUDZIACH NAJBARDZIEJ CENIĘ szczerość i uczciwość.

W LUDZIACH NAJBARDZIEJ IRYTUJE MNIE pozerstwo i zawiść.

W ZWYCZAJACH FRANCUZÓW LUBIĘ te ich celebrowanie wszystkiego i niczego zarazem.

JESTEM SZCZĘŚLIWA, GDY… Jestem chyba szczęśliwa z natury. Oczywiście jak to w życiu,  spotyka mnie też czasem jakaś przykrość czy dopada smutek, ale jakoś zawsze udaje mi się dostrzec tą lepszą stronę mocy… Kto mnie zna, wie, że tak jest.

NADUŻYWAM SŁOWA – wyrażenia – czy ja Ci kiedyś źle doradziłam? – zwłaszcza w odniesieniu do Panny BiPi.

NAJBARDZIEJ INSPIRUJĄ MNIE ciekawi i mądrzy ludzie.

NAJBARDZIEJ BOJĘ SIĘ głupoty i zawiści.

MOJA NAJWIĘKSZA WADA – ja nie mam wad tylko takie zwykłe małe, nic nieznaczące, typowo babskie ułomności, a to się chyba nie liczy, co?

NIGDY NIE WYBACZAM – jestem w połowie góralką, co oznacza, że wybaczam, ale niestety nie zapominam.

SUKCES dla mnie to życie w zgodzie z samą sobą, wśród ludzi darzących mnie uczuciem i szacunkiem. To również uśmiech mojego dziecka. Cała reszta się nie liczy.

GDYBYM MIAŁA WEHIKUŁ CZASU, PRZENIOSŁABYM SIĘ do Paryża lat dwudziestych XX wieku.

ULUBIONY FILM – O północy w Paryżu i nie tylko…

ULUBIONA POSTAĆ BAJKOWA -  nie mam jednej, kocham stare disnejowskie kreskówki.

KSIĄŻKI, KTÓRE CHĘTNIE POLECĘ  – jest ich wiele, o niektórych staram się pisać na blogu. Może kiedyś zrobię wpis – Top 10  książek, które zmieniły moje życie?

NAJFAJNIEJSZA RZECZ JAKĄ MAM W SZAFIE – to ta torebka Chanel, o której pisałam już kiedyś właśnie tutajPs. ON cały czas się nie zorientował, albo cały czas tak skutecznie udaje.

ULUBIONA POTRAWA – jestem smakoszką i wielkim łasuchem, chociaż tego po mnie nie widać. Nie mam jednej ulubionej potrawy, jest ich zbyt wiele…

MOJE POPISOWE DANIE – jesli chodzi o dania francuskie to chyba Boeuf Bourgignon, które przygotowuję dokłanie wg przepisu i z całym rytuałem Julii Child, mojej ulubionej Amerykanki z Paryżem w głowie.

ZA ROK O TEJ PORZE ? Nie wiem. Nie wybiegam, aż tak daleko w przyszłość.

Ps. Dziękuję  Karolino :)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Blogowa mapa Francji

  1. ~Ula pisze:

    Dobrze Cię w końcu zobaczyć :) A na zdjęciu widzę przynajmniej 3 znajome tytuły ;)

  2. Ale fajnie, że zgodziłaś się odpowiedzieć na ten kwestionariusz i że opublikowałaś swoje zdjęcie :) Jakoś od razu cieplej i swojsko zrobiło się na Twoim blogu. Dobrze wiedzieć coś więcej o osobie, która ukrywa się za tymi literkami :)

    PS Dałabym Ci przynajmniej 5 lat mnie :)

  3. Musimy koniecznie!!!! Sie spotkać podczas twojej kolejnej wizyty! Tyle mamy wspólnego!

  4. ~Asia pisze:

    Lubię ludzi z natury szczęśliwych, sama chyba taka jestem, więc chyba byśmy się dogadały :)

  5. ~Kamila pisze:

    Hej.Moje pytanie nie do końca jest związane z tematem posta.Chciałabym dowiedzieć się jak zaczęła się twoja przygoda z językiem francuskim,jak się uczyłaś i jakie były początki, czy uczyłaś się sama czy w jakiejś szkole.Pytam,ponieważ sama chciałabym nauczyć się tego języka ,a kompletnie nie wiem jak się do tego zabrać. Mam nadzieje,ze może mnie zainspirujesz :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>