Madeline w Paryżu

Mimo, że uwielbiam maleńkie klimatyczne księgarnie, których coraz mniej, nie mam jednak nic do zarzucenia sieciówkom. Lubię dyskretnie przemykać pomiędzy regałami, a obecność innych ludzi, zazwyczaj tłumów, sprawia, że mam poczucie bycia niezauważalną i wtedy… Swobodnie dotykam grzbietów książek, wyjmuję je z półek, kartkuję, a nawet wącham dyskretnie zapach papieru… Nie wiem czy to do końca normalne, ale co tam, lubię to… A jeszcze jak to TA książka, mimo, że mam już swój egzemplarz w domu, mimo, że przeczytana i kupiona kilka razy w prezencie innym i tak wracam w miejsce gdzie zakładam, że powinna być i rozpoczynam mój rytuał…  Tak też było dzisiaj. Nie mogłam sobie odmówić tej  drobnej ekscentryczności, tylko pewnie Was zaskoczę, bo nie stałam przed żadnym  dziełem klasyka w skórzanej oprawie, lecz przed regałem z napisem :

20150712_145447 (2)

Dostałam Madeline jakiś czas temu z Wydawnictwa Znak. Och jak wielka była moja radość. Byłam absolutnie oczarowana. Historię już znałam oczywiście (kto nie zna?), ale nie myślałam, że ta książka o małej dziewczynce może zrobić na mnie, aż takie wrażenie. Okładka piękna, papier pachnący, a jak ją otworzyłam, nie mogłam tak po prostu tylko przewertować…

„W Paryżu, w pewnym starym domu,

który stał porośnięty dzikim winem…”

czytałam jak zaczarowana strona po stronie i chłonęłam tę cudownie prostą historię zwyczajnie niezwyczajnej,  rezolutnej i dzielnej dziewczynki. Rymy, rytm i taka prawdziwa, nieskazitelna dziecinność historii Madeline nie tylko urzeka, ona sprawia, że ma się wrażenie podróży w czasie do tego błogiego momentu, gdy miało się właśnie te 6 lat i trochę…

Tak naprawdę, mimo że nasze dzieci żyją i rozwijają się dziś z prędkością światła, w tym szalonymi nowoczesnym świecie, to takie właśnie historie kochają jednak najbardziej. Nie przesadzę jeśli powiem, że my wszyscy je kochamy. Bo jest w przygodach tej zadziornej dziewczynki coś pierwotnego i bezpiecznego. Zasady, którymi dwanaście małych dziewczynek pod czujnym i ciepłym spojrzeniem panny Clavel, w życiu się kieruje są banalnie proste, ale to właśnie pozwala im na odpowiednie reagowanie, swobodne wyrażanie siebie i buduje poczucie bezpieczeństwa. To te klarowne zasady, pozwalają również małej ryzykantce, którą niewątpliwie jest rządna przygód Madeline, na bezpieczne i odważne wyjście z każdej sytuacji, czym daje przykład przyjaciółkom.

Książka, oprócz naprawdę zabawnych historii zawiera coś jeszcze, otóż przepiękne ilustracje kreślone ręką autora. Postaci rysowane są prostą kreską, ale wyrażają wszystkie możliwe emocje, dlatego też są autentyczne i przemawiają do małego czytelnika budząc jego zaufanie i sympatię. Dodatkowo, widzimy tu Paryż i nie tylko (jest też coś dla miłośników Londynu) w całej okazałości, kolorowy, równie prosty, ale przez to prawdziwy. Dlatego też, nie zdziwiła mnie wcale wiadomość mojej przyjaciółki, w spawie reakcji jej pięcioletniej córeczki Marysi na pierwszą lekturę książki :

„… przetestowano właśnie na dzieciach współczesnych i jest miłość od pierwszego wejrzenia. Marysia dziś powędrowała z książką do przedszkola – nie chciała się rozstać”   

Czy trzeba powiedzieć  coś więcej? Może tylko powtórzę słowa Anny Quindlen, autorki wstępu do książki Ludwiga Bemelmansa -  Madeline w Paryżu nie jest książką napisaną przez osobę dorosłą, mającą pewne wyobrażenie na temat dzieci – kim i jakie powinny być. Madeline to książka napisana przez człowieka, któremu  udało się ocalić w sobie jakąś część dziecięcego umysłu.

To nie jest książka na specjalną okazję, na urodziny czy dzień dziecka. To książka, którą każda dziewczynka po prostu powinna mieć – maleńka Nadia, która niedawno przyszła na świat w Rybniku, Ophelcia i jej siostra Lilianka w Paryżu, sześcioletnia Helenka, która za niedługo  do Miasta  Świateł wyjedzie, trzyletnia Lenka i jej kuzynka Kornelia w Londynie, ale również Ania czy Tośka z Warszawy, które szykują się już do matury…

Polecam bardzo serdecznie.

Ps. Mój ośmioletni syn też przeczytał, podobały mu się zwłaszcza rozdziały Madeline i Gagatek, Madeline i Cyganie oraz Madeline w Londynie. Ilustracje również zrobiły swoje - rysował Paryż, Londyn i Zoo przez kilka dni z rzędu.   

Ten wpis został opublikowany w kategorii Paryż zaczytany i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Madeline w Paryżu

  1. ~madamefrenglish.blogspot.co.uk pisze:

    Widzialam ostatnio Madeline w ksiegarni! I mialam chec ja kupic :) to bajka mojego dziecinstwa ktora uwielbiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>