Ach te Paryżanki !

Pamiętam jak podczas pierwszej wizyty mojego (wtedy dwuletniego) synka w Paryżu, on zachwycał się wieżą Eiffel’a, a ja zachwycałam się, że Paryżanie tak licznie i z taką ochotą korzystają z vélib, czyli miejskich rowerów publicznych, nazywanych w ten sposób poprzez połączenie dwóch słów – vélo (rower) i liberté (wolność). Urocza i bardzo trafna nazwa prawda?

To była dla mnie absolutna nowość. Widok młodych i trochę starszych, eleganckich pań i panów sunących na identycznych, szarych rowerach zatłoczonymi wąskimi uliczkami miasta by dostać się do kolejnej turystycznej perełki, dla zabawy, albo po prostu do pracy czy na spotkanie budził we mnie wiele pozytywnych emocji – Genialne! – myślałam – Szkoda, że gdy mieszkałam w Paryżu nikt tego jeszcze wymyślił. A potem jeszcze – Szkoda, że w Warszawie jeszcze tego nie ma…

Mieszkając w Paryżu zdarzało mi się, co prawda od czasu do czasu wsiąść na pożyczony od przyjaciół rower, jednak o wiele częściej korzystałam z bardzo popularnych w tamtym czasie rolek lub trottinette czy patinette. To taka malutka składana hulajnoga, która pozwalała mi na szybkie przemieszczanie, a dodatkowo łatwo można było ją schować pod biurko przyjeżdżając do pracy. Tu mała ciekawostka, nie wiem czy wiecie, że używanie hulajnogi, jako środka transportu w Paryżu wcale nie było wymysłem początku XXI wieku, okazuje się, że już w 1917 roku był to krzyk mody i nieodzowny atrybut nowoczesnej Paryżanki…

foto: www.doitinparis.fr

b83f4cac4f4962be69264ca488bec138 Ach te Paryżanki! Można o nich mówić naprawdę długo i wiele – raz lepiej, raz gorzej. Można zarzucać im wieczne przysłowiowe „muchy w nosie”, ale jednego nie można im odmówić i za to je uwielbiam, a mianowicie za tą ich Paryskość przez duże „P” w każdej dziedzinie.

Na czym to niby polega? Przeczytałam dziś w jednym z polskich kobiecych czasopism wywiad z francuską autorką poradnikowych bestsellerów Mireille Guiliano, który świetnie w kilku słowach sprawę tłumaczy. Pozwólcie, że zacytuję:

Gdzie tylko się da, chodzimy piechotą albo jeździmy rowerem. Wchodzimy po schodach, nawet gdy w budynku jest winda. Siłownia to wynalazek, który się u nas nie przyjął. Duszna sala pełna spoconych ludzi? Horror! A tymczasem kobiety w innych krajach z obsesją rzucają się na każdy nowy trend w fitnessie. Teraz modne jest na przykład katowanie się na rowerach stacjonarnych w saunie! Dla Francuzki to coś nie do pomyślenia. Skoro można pojeździć sobie na rowerze po mieście, przy okazji załatwiając kilka spraw, po co tracić czas na dziwactwa? Ruch powinien być naturalną formą naszego życia, a nie ekscesem, na który trzeba się zapisać.”

Przyznam, że bardzo mi odpowiada takie podejście. Dziś mija już pięć lat od wspomnianej na początku podróży do Paryża kiedy to byłam oczarowana paryskim systemem wypożyczania rowerów, minęły już również dwa lata od czasu, kiedy Warszawa dołączyła do kilkudziesięciu miast Europy, które oferują już swoim mieszkańcom i przybyszom tego typu udogodnienia.

Warszawski system rowerów publicznych veturilo, (co w języku esperanto oznacza – pojazd)  być może nie jest jeszcze tak rozbudowany jak paryskie vélib, ale ciągle się rozwija i mam to szczęście, że w tym sezonie tuż obok mojego domu oraz dokładnie pod drzwiami wejściowymi do biurowca, w którym pracuję pojawiły się stacje z dostępnymi rowerami. Tak więc, od kiedy słońce zaczęło świecić mocniej, wstaję rano i szykownie ubrana wsiadam na veturilo i jadę do pracy…

Kosztuje mnie to dosłownie złotówkę, a sprawia ogromną satysfakcję i zapewnia naprawdę wysoki poziom endorfin na cały dzień, aż do wieczora gdy mąż pytając z przekąsem czy dzisiaj też w drodze do pracy i do domu korzystałam z roweru, a potem widząc moje rumiane policzki i wesołe przytakujące oczy, mruczy pod nosem – Ach! Ta moja Paryżanka…

 Na rowery kochane!!!

Przydatne linki:

www.veturilo.waw.pl


http://blog.velib.paris.fr/

Ten wpis został opublikowany w kategorii Paris je t'aime i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Ach te Paryżanki !

  1. ~wloskielove pisze:

    Ale mi się (cholernie) zatęskniło za Paryżem! Cieszę się, że znalazłam Twojego bloga ;-) a podejście do sportu mam chyba jak paryżanka :}

  2. ~Agnieszka pisze:

    u nas powoli również ten system wprowadzają, pozdrawiam serdecznie :)

  3. ~Ela pisze:

    Autorka nie jest taka młoda, ma 70 lat/?/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>