Kartka z kalendarza i paryskie wrota piekieł…

W  dniu 18 września 1819 r. urodził się Jean Bernard Léon Foucault francuski fizyk i astronom, odkrywca prądów wirowych (zwanych również prądami Foucaulta). Człowiek, który dokonał jednego z pierwszych pomiarów prędkości światła w powietrzu i w wodzie; zbudował pryzmat polaryzacyjny, fotometr i żyroskop, a w lutym 1851 roku za pomocą wahadła zawieszonego w Paryskim Obserwatorium Astronomicznym doświadczalnie ujawnił działanie efektu Coriolisa. Jego nazwisko pojawiło się na liście 72 nazwisk na wieży Eiffla. Na jego cześć nazwano asteroidę – 5668 Foucault.

Szok co? Brzmi bardzo poważnie. Myślicie, że zabrałam się za fizykę? Nie. Fascynuje mnie, owszem, ale przede wszystkim dlatego że jest dla mnie czymś nie do ogarnięcia. Nie do pojęcia na pierwszy rzut oka, a z drugiej strony tak bardzo poparta dowodami, doświadczeniami, prawami, itd.

Dlaczego zaczęłam od Foucault? Otóż wchodząc dzisiaj na powszechnie wszystkim znaną przeglądarkę internetową, zamiast nazwy tejże właśnie przeglądarki napotkałam na dyndające wahadełko. Myślę sobie „Oooo to pewnie wahadło Foucault’a” – no i nie pomyliłam się. Moja mała blond głowa otrzymując taką  informację automatycznie szuka analogii, łączy fakty… [Przyznaję, nie zawsze prawidłowo, czasem zaskakująco, a nawet absurdalnie  - Ci którzy mnie znają – potwierdzą]. A dzisiaj było tak: jak wahadło to Foucault. Jak wahadło Foucault’a to Umberto Eco. A jak jedno i drugie to jego cudowna powieść no i Paryż, a konkretnie numer 145 przy rue Lafayette.

Skoro już tak mi się to wszystko pięknie poskładało, pomyślałam, że zabiorę was jeszcze dzisiaj na szybki spacer tą właśnie ulicą (wirtualny co prawda, ale zawsze). Rue Lafayette Znajduje się w X dzielnicy, nie jest szczególnie znaną ani urokliwą, ale jak to w Paryżu często bywa, kryje tajemnicę. Tajemnicę  prawdziwie nieprawdziwego domu…

Możliwe, że idąc tą ulicą mijaliście już ten budynek i w ogóle nie zwróciliście na niego uwagi. Zdawałoby się normalna niczym nie wyróżniająca się fasada, no może trochę zaniedbana, ale to zawsze może być wina concierga lub niechlujnych mieszkańców.

Są drzwi, są okna, ba, jest nawet wielka brama wjazdowa. Stając przy tych drzwiach właśnie, jeśli chcielibyście wejść, niestety nie znajdziecie klamki, ani dzwonka, ani widniejącego przy każdym wejściu do paryskiej kamienicy tzw. z francuska digicode. Zauważając tą anomalię, wasza intuicja i zmysł odkrywcy (a wierzę, że każdy z nas takowe posiada), pozwolą wam dostrzec, że centralnie przed bramą wjazdową, sugerującą ewentualny dziedziniec wewnątrz kamienicy, stoi budka telefoniczna. Myślicie sobie – „co za absurd”, ale wtedy wkracza do akcji pobudzona już wcześniej wspomnianą intuicją wasza wyobraźnia i zaczynacie snuć przypuszczenia… Powiem więcej, czujecie już dreszcz emocji, może odrobinę lęku, a krew napływa do waszych szarych komórek… I nagle rozumiecie  co się stało – jesteście prawie pewni dokonania odkrycia -  nie macie co prawda pojęcia czego i kogo, ale uczucie jest ponadczasowe.

 

A jaka jest prawda o tym miejscu?

La voilà:

„(…) Czy był pan kiedyś pod numerem 145 przy rue Lafayette?

- Przyznaję, że nie.

- To trochę na uboczu, między Gare de l’Est i Gare du Nord. Budynek, którego się na pierwszy rzut oka nie dostrzega. Ale jeśli lepiej mu się przyjrzeć, widać, że drzwi wyglądają jak z drzewa, ale są z pomalowanego żelaza, a po drugiej stronie okien znajdują się pomieszczenia od wieków nie zamieszkane. Nigdy żadnych świateł. Ale ludzie przechodzą, o niczym nie mając pojęcia.

- O czym takim?

- O tym, że to nie jest prawdziwy dom. To tylko fasada, powłoka bez dachów, bez wnętrza. Pusty. Jest tylko wejściem. Służy do wietrzenia i odprowadzania wyziewów z metra. Kiedy się to wie, ma się wrażenie, że człowiek znalazł się przed wrotami piekieł i gdyby tylko mógł przejść na drugą stronę tych murów, miałby otwarty dostęp do Paryża podziemnego. Bywało, że całe godziny spędzałem przed tymi drzwiami, które maskują bramę nad bramami, początkową stację podróży w głąb Ziemi. Jak pan sądzi, po co to zrobili?

- Żeby wietrzyć metro, sam pan powiedział.(…)”

[UMBERTO ECO, Wahadło Foucaulta, strony 293-294]

 

Mam nadzieję, że było warto?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Chodź ze mną na spacer, Kartka z kalendarza i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Kartka z kalendarza i paryskie wrota piekieł…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>